Content
Left
Right

Tags: Polska | recenzja | Sapkowski | Woland | Żmija

Przez ostatnich kilka lat Andrzej Sapkowski przyzwyczaił czytelników, że gdy zacznie coś opowiadać, ma trudności ze zmieszczeniem się w tysiącu stron. Najbardziej ceniąc jego krótkie formy z radością więc przywitałem stosunkowo malutką objętościowo "Żmiję". Czyżby powrót do korzeni? Czyżbym trzymał właśnie w ręku kolejne "Złote popołudnie" lub "W leju po bombie"?

Już sam początek udowadnia, że jednak nie. Sapkowski chciał rozpocząć wielkim wybuchem. Potem zapewne tempo miało wzrastać. Wybuch jest. Atak czegoś na coś. Dlaczego czegoś? Dlaczego na coś? Ano dlatego, że cały opis usiany jest skrótami, nazwami własnymi i nazwiskami i tak umierających żołnierzy. Zamiast wczuć się w wizję piekła afgańskiej masakry, co chwila nerwowo przeskakiwałem na koniec książeczki, by zajrzeć do zamieszczonego tam słownika. Po dwóch stronach oczywiście zrezygnowałem z zaglądania tam przy co drugim zdaniu i w rezultacie z pierwszych obrazków zdołałem sobie wyobrazić naprawdę niewiele.

Trzeba przyznać, że później jest jednak lepiej. Zawiązuje się fabuła, natężenie nazw własnych maleje i jeśli czytelnik jako-tako ogarnia język rosyjski, który co chwilę pojawia się w spolszczonej wersji, to "Żmiję" daje się czytać, choć długo przychodzi nam czekać na charakterystyczny humor Sapkowskiego, a momentów, gdy szczerze i nieprzymuszenie się uśmiechnąłem, było naprawdę niewiele.

Już w Trylogii Husyckiej czy w „Rękopisie” AS udowodnił, że jest mistrzem szperania. Dogłębność jego badań nad realiami, w których osadza swoje najnowsze dzieła, każe zdjąć z głowy kapelusz i pokiwać z poważaniem głową przez kilka minut. Tak też jest w przypadku "Żmiji" - doskonale widać, że Sapkowski zagłębił się w historię Afganistanu równie rzetelnie, jak w historię Śląska przy wspomnianej trylogii. Jednocześnie niestety jakby zabrakło mu pomysłu na fabułę i wiedzę na temat historii Afganistanu, którą można było obdzielić pięcioksiąg, otrzymujemy upchniętą w dwustu stronach. Prowadzi to do tak karykaturalnych elementów, jak dwustronicowy opis skarbu, będący nudnym wymienianiem wszystkich rodzajów monet, jakie się na terenie Afganistanu mogły pojawić. Ponieważ zaś historia dała tu pole do popisu na tle wielu okresów historycznych, Sapkowski przenosi czytelnika także w czasy Aleksandra Macedońskiego oraz Królowej Wiktorii. Na fabułę wpływa to w sposób znikomy i nie jest zbyt przekonujące, ale przynajmniej daje możliwość wypisania kolejnych faktów historycznych i popisania się kolejną porcją słownictwa.

Na domiar złego, Sapkowski z wiedzy, którą nam serwuje, nie robi żadnego użytku. Ta wiedza jest, egzystuje w "Żmiji". Egzystuje nachalnie i bezproduktywnie. Nie podawane są nam żadne wnioski, żadne głębsze przemyślenia. Momenty, w których główny bohater zaczyna sie mądrzyć, skopiowane zostały prosto z Orwella, a wszelkie okropności wojny i chwile refleksji nie są w stanie dorosnąć do pięt wyciskającej łzy scenie karmienia niedobitków Scoia'tael w sadze wiedźmińskiej.

Największym jednak zarzutem do "Żmiji" jest brak wyrazistych bohaterów. Aż ciężko uwierzyć, że tworzył ich autor takich charakterów, jak Szarlej, Regis czy Jaskier. Dostajemy Paszę, którego głębi możemy się tylko domyślać po mętnych przesłankach, a w rzeczywistości jest bezbarwnym wojakiem. Otrzymujemy też całe jego otoczenie kolegów z oddziału, z których jeden do drugiego podobny jest jak brat. Są czytelnikowi oni do tego stopnia obojętni, że gdy pod koniec powieści Sapkowski opisuje ich losy po wojnie, nie wiadomo nawet, kim są Czuryło, Kożemiakin, Smietannikow, Siemionycz i jeszcze z dziesiątka im podobnych anonimów.

Zapytany kiedyś na spotkaniu autorskim o to, jak to się dzieje, że jego książki odnoszą taki sukces, Sapkowski odpowiedział mniej więcej: "Nie, nie robię żadnych badań. Uważam po prostu, że to, co mi się podoba, będzie się też podobało innym". Być może nadchodzi czas na weryfikację tego założenia. Do kogo bowiem jest adresowana "Żmija"? Ilu znawców historii wojen afgańskich zainteresuje ta w gruncie rzeczy prosta historyjka o złotej żmiji?


Błażej Woland Żywiczyński

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież