poniedziałek, 19 kwietnia 2010 17:58
Być człowiekiem w świecie Rolanda Topora to niewdzięczne zadanie. Wszędzie wokół fekalia, ożywiona materia, brud i groteskowy seks (bo w gruncie rzeczy inny nie istnieje). Cielesność tak rozbuchana, że już autonomiczna – i na dodatek skora do buntu, będąca jak gdyby zaprzeczeniem słów św. Pawła z listu do Koryntian: poskramiam moje ciało i biorę je w niewolę.
Topor nie ma złudzeń, ciała nie można poskromić. Można je za to zbadać, poddać eksperymentom, doprowadzić do granicy wytrzymałości, która, tak się zabawnie składa, jest również granicą absurdu. Ta metaforyczna granica pokrywa się z naszym codziennym doświadczeniem fizycznej rzeczywistości, rozdziela na przykład wnętrze od zewnętrza. To jedna z istotniejszych opozycji w odczuwaniu cielesności – to, co na zewnątrz, daje się łatwo poznać i zaakceptować. Powierzchnia płaska i gładka jest przyzwoita, estetyczna, nie budzi niepokoju, nie narzuca się – te rejony nudzą Topora. Zabawa zaczyna się dopiero tam, gdzie coś odstaje – dupa, siusiak, cycek, do tego wszelkie krostki, pryszcze, deformacje... Tam, jak słusznie zauważył Bachtin, w zupełnie naturalny sposób rodzi się groteska, wykorzystując wszelkie możliwe wypustki, wszystko co stanowi przedłużenie ciała, co z niego wystaje, sterczy, wyrywa się na zewnątrz i przekracza granice.
Dlatego człowiek w twórczości Rolanda Topora musi mimo woli eksponować narządy płciowe, ale również twarz – tu wiodącą rolę odgrywa oczywiście nos, najbardziej falliczny element oblicza, lecz także usta, które stanowią bramę do wnętrza ciała. Topor pisał: „Ciała naszych bliźnich, niczym wyspy widziane z oddali, wydają się oazami spokoju. Wewnątrz cały czas wybuchają jednak wulkany, przetaczają się rzeki rozpalonej lawy i w każdej chwili można przepaść w ziejącej rozpadlinie” (R. Topor, Myśli związane na supełek). Wewnętrzny wulkan eksploduje w twórczości Topora niemal nieustannie, czasem zamiast lawy wyrzuca gówno lub wymioty (lub jedno i drugie jednocześnie, jak na obrazku „Diabeł i Piekło (na pocieszenie Annie)”, czasem po prostu krwią, kiedy ciało zostaje rozprute w absurdalnym wypadku lub jakiejkolwiek innej nonsensownej okoliczności.
Wnętrza nie można zagłuszyć, dlatego bohaterowie Topora – a może raczej antybohaterowie, bo przecież możemy podziwiać jedynie ich nie dającą się zatrzymać błazenadę i fajtłapowatość – ukazują nam główne wydarzenia w życiu ciała - jak pisze Bachtin: akty cielesnego dramatu - jedzenie („Sznycel górski”), wypróżnianie się („Alibi dziecka”), seks („Ciupciać królową”), rodzenie („Nowo przybyły”), operacje („Ciężka operacja”), śmierć (tu przykłady mnożą się same)... Wszystkie te czynności rozgrywają się na pograniczu, gdzieś pomiędzy ciałem a światem lub pomiędzy dwoma ciałami – słowem: na tym samym pograniczu, gdzie rodzi się groteska.
Po co to wszystko? - Mógłby zapytać nieco bardziej wrażliwy czytelnik. Przede wszystkim – odpowiem zgodnie z duchem Topora – dla jaj. Ale być może także ze zwykłej ludzkiej ciekawości, potrzeby epistemologicznego przegięcia pały. W swoim twórczym laboratorium Topor mógł przecież bezkarnie zmusić człowieka do absurdalnie ryzykownych zagrywek, jak na wczesnym obrazku, na którym elegancki mężczyzna wkłada z głupkowatym uśmiechem palce do gniazdka elektrycznego, realizując tym samym naturalną dla każdego dziecka potrzebę przełamania empirycznego tabu.
A może naprawdę wszystko sprowadza się do ciała – wtedy życie jest przecież prostsze i bardziej oczywiste. Potrzeba mądrości staje się ludzkim pasożytem, robalem siedzącym w głowie („Pokarm duchowy”), a magiczne trzy życzenia naprawdę mogą się spełnić za sprawą cwaniactwa starej baby („Wróżka inna niż wszystkie”).
Może cielesność nie dawała Toporowi spokoju – wszyscy doświadczamy przecież od czasu do czasu jej dominacji. Słoweński filozof Slavoj Żiżek zwraca uwagę na mechanizmy akceptacji (lub raczej wyparcia) cielesności – tworzymy na co dzień fantazmat człowieka jako istoty pozbawionej fizjologicznego horroru - przebywając z ludźmi nie myślimy o procesach, jakie zachodzą wewnątrz ich ciał, nie dopuszczamy myśli o porach i gruczołach, o żółci, limfie oraz flegmie... Topor tę granicę bezwstydnie przekracza i ma do tego pełne prawo.
To tak jak z własną śliną – nieustannie mamy ją w ustach i nieświadomie połykamy, ale nikt o zdrowych zmysłach nie napluje przecież do szklanki i bez obrzydzenia jej potem nie opróżni.
Nikt, poza Toporem oczywiście.
* przywoływane opowiadania znajdują sie w zbiorze „Cztery róże dla Lucienne”, część obrazków znajdziecie natomiast w przygotowanej przez Erynie galerii.
Lech lewoboczek Dulian
Komentarze