Content
Left
Right

Powrót do strony "Twórcy"


Ewa Szumowicz

DSC00397_modified_modified1Data i miejsce urodzenia: 3.06.1979 w Piszu
Miejsce zamieszkania: Mrągowo

Z wykształcenia farmaceutka. Stuprocentowy prozaik, fantastka z powołania i przekonania. Debiutowała w "Szafie". Pisze dużo, publikuje znacznie mniej. Miłośniczka kotów i długich spacerów.

Erynianie o twórczości Ewy:

"Świetna konstrukcja fabuły. Nie ma nic podanego na tacy. Wiedza o życiu bohaterów rozwija się stopniowo, dobry wybór miejsc na wstawki biograficzne :), Naprawdę, jestem pod niezwykłym wrażeniem.
Humor - właściwie żarciki, wypadają w moim odbiorze raz na plus a raz na minus. Może mam złe wrażenie, ale odbieram ten tekst dosyć poważnie, dlatego myślę, że przesadzanie z dowcipkowaniem nie pasuje. Na szczęście widać, że czujesz umiar. Podoba mi się naturalność dialogów." - Audhumla

"Po kilku pierwszych linijkach wiedziałam, że muszę doczytać do końca, że nie powinnam zostawiać czytania "na później".
Jest konsekwentnie (a to jest dla mnie bardzo ważne), przejrzyście - opowiedziana historia ma delikatnie nakreślony ciąg przyczynowo-skutkowy, czytelnik nie musi zastanawiać się nad tym co było wcześniej. Świetnie wplecione w całość dygresje dotyczące przeszłości bohaterów. Erotyzm - delikatny, subtelny taki hmmm... ta czytelniczka (mam na myśli siebie) zobaczyła Oberona i Ocean w momencie, kiedy on rysuje na jej skórze te wszystkie znaki i motywy... boska moc wyobraźni." nancy.

"To było przyjemne, naprawdę. Bardzo sympatyczna miniaturka.
Podobał mi się jej nastrój, podobało zaznaczenie specyfiki świata (trudna rzecz w tak krótkiej formie), krótkie choć sugestywne zaznaczenie postaci głównej bohaterki. Ale powiem szczerze, całość byłaby naprawdę rewelacyjna jako scenariusz do miniaturki filmowej. Dlaczego? Bo tekst ten bardzo, ale to bardzo kojarzył mi się z Katedrą Bagińskiego i jako dobrze wykonana animacja byłby rewelacyjny! Może nawet podsunę go znajomemu grafikowi? O ile oczywiście pozwolisz." - Pazuzu


Wybór Twórczości:


"Po drugiej stronie lustra"

Paweł dotknął powierzchni lustra; gładka powierzchnia, chłodna w dotyku. Normalna. Widział przez nie salon, urządzony przez jego matkę w rustykalnym stylu. I swoje ciało.

Krajobraz, jaki go otaczał, nijak nie pasował do odbicia. Po prawdzie był bardziej pokręcony niż obrazy Dalego, jakie kiedyś oglądał. Od psychodelicznych kolorów otoczenia zrobiło mu się mdło.

Z surrealistycznego krajobrazu niby duchy wynurzyły się dwa żółwie w cylindrach, zielonym i różowym. Zwierzaki podeszły bliżej, gdy znalazły się w obszarze ziemi, rozjaśnionym blaskiem padającym ze zwierciadła, nagle przybrały formę mężczyzn ubranych w czerwone kombinezony ratowników medycznych. Stworzenia zaczęły naśladować każdy ruch ludzi po drugiej stronie lustra, Paweł poczuł się jak świadek jakiejś chorej parodii. Wrażenie nierzeczywistości potęgował fakt, że gdy przypadkowo jakiś fragment tego „czegoś” przed nim znalazł się poza strefą światła, natychmiast przybierał pierwotną, żółwią formę.

Opadł na kolana. To nie mogła być prawda. Miał uczucie, jakby nagle znalazł się w książce Carrola. Co on jest, pieprzona Alicja?!

Ratownicy po tamtej stronie właśnie złożyli jego ciało na noszach i przykryli prześcieradłem. Chłopak miał wrażenie, że słyszy jednego z nich: „Po nieudanej akcji reanimacyjnej Paweł Nieświarowski, lat siedemnaście, zmarł, czas zgonu: dwudziesta trzydzieści, przyczyna – zatrzymanie oddechu w wyniku przedawkowania środków odurzających”. Uderzył pięściami w szkło, panika ścisnęła mu wnętrzności. To niemożliwe, przecież on tu jest! Żyje, oddycha! I w ogóle, niech zostawią jego ciało w spokoju!

Gdy tylko ratownicy wyszli z pokoju, żółwie majestatycznie oddaliły się, ignorując załamanego chłopaka. Nagle jeden, ten w zielonym cylindrze, zawrócił. Popatrzył na Pawła z politowaniem.

- Więc utknąłeś, mały. Nawet nie masz do czego wracać, ciało już na straty. Jak tu wlazłeś?
- Ja… Chłopaki mówili, że to niezły towar…
Żółw przerwał mu niecierpliwie.
- Mały, pytam, jak się zakotwiczyłeś. Normalnie, po śmierci powinieneś być po tamtej stronie, widzisz ten cień za lustrem, to psychopomp szuka twojej duszy, twój anioł stróż pewnie dostanie niezły opierdol za zniknięcie podopiecznego. Więc jak tu wlazłeś? Widziałeś kiedyś coś podobnego?
Paweł pokiwał energicznie głową, wdzięczny za chociaż pozór pomocy ze strony zwierzaka. Widział, raz jeden, jak spróbował podkręconego LSD. Ale miał wtedy odlot, był w szoku, że jego, nawet zaćpany, umysł jest zdolny do wytworzenia tak porypanej wizji, nie podejrzewał siebie o tyle wyobraźni.

Żółw tylko westchnął, chłopak miał uczucie, że słyszy  bezgłośne: „Co za idiota…”

- Nawet nie pytam, czy było tam lustro, pewnie nie pamiętasz. Jak się zamierza ćpać, to się zwierciadła zasłania! A jak nie, mały, to się robi problem. Wiesz, co to eksterioryzacja? To wtedy, jak ci dusza z ciała ucieka. A osiąga się to przez halucynogeny. Jak ci dusza z ciała wylazła, to jej kawałek musiał przeleźć do nas. Teraz znowu się zaprawiłeś, ciało ci zdechło, uciekająca dusza poleciała tam, gdzie już jej kawałek tkwił. Ot, cała zagadka.
Chłopak usiadł na różowo-fioletowym piasku.

- To co ja mam teraz zrobić? Co się ze mną stanie?
Żółw wzruszył ramionami.
- Nic. Nie żyjesz, pamiętasz? Jesteś duchem.
- Więc to wszystko? Nie ma nadziei?
- Zostaniesz tu do zakończenia świata, potem niech się Stwórca zastanawia, co z tobą zrobić.

Żółw odwrócił się, Paweł desperacko złapał go za nogi. Stworzenie zatrzymało się, zniecierpliwione.

- Czego?
- Ja nie chcę, niech mi pan powie, jak się stąd wydostać, niech mi pan pomoże!
Zwierzak westchnął.
- Mały, jeśli tak ci zależy, to wędruj od lustra do lustra. Szukaj samobójców, pijaków pijących do odbicia, ale tych, co giną przed zwierciadłem przypadkowo omijaj, pamiętaj, oni są nietykalni! Jak znajdziesz odpowiedniego, czekaj, aż będzie umierać. I zamień się z nim miejscami.
- I co wtedy, wydostanę się?
- Tak, za cenę uwięzienia duszy tamtego. To twoja jedyna nadzieja.

Chłopak popatrzył na żółwia z wdzięcznością. Więc jest jakaś nadzieja! Nie zastanawiał się nad dziwnym zakazem zwierzaka. Nie myślał o tym, że skaże na piekło uwięzienia po drugiej stronie lustra kogoś innego. Nie dociekał, co stanie się z nim po tej właściwej stronie.

Istota, która kryła się pod powierzchownością żółwia, popatrzyła za biegnącym w psychodeliczny wir barw chłopaka. W jej oczach – jedynych punktach idealnej ciemności wśród szalejących kolorów – wypisana była czysta, skondensowana złośliwość.

Powrót do strony "Twórcy"