Kamil Staszewski
|
miejsce zamieszkania: Lublin Z zawodu człowiek, a przy tym poeta o lekceważącym stosunku do własnej twórczości (jak mówią). Pisze od lat piętnastu, czasem coś opublikuje. Maniak czasowników ontologizujących; uważa, że Rafała Wojaczka "Krzyż" to apel do władzy i społeczeństwa. Nie pali. Erynianie o twórczości Kamila: "Krótko podsumuję: jest w Twoich tekstach jakiś przypadkowy (tak myślę) psychodeliczny nastrój, jakiś ledwo wyczuwalny surrealizm. To właśnie chyba powoduje to pozornie chaotyczne obrazowanie. Stworzyłeś takie swoje poetyckie środowisko (nie)naturalne i konsekwentnie eksplorujesz jego zawartość. W innym przypadku nazwałbym to co piszesz całkowicie przypadkowym pisaniem, albo jak kto woli pisaniem "co głowa podrzuci", najlepiej niech będzie zakręcone to nikt nie złapie a wszyscy nie będą chcieli się przyznać, że nie kumejszyn. Nie jest tak jednak - to Twoje środowisko jest na tyle spontaniczne i improwizacyjne, że przekonuje mnie - bardzo." - Rafał Bielański |
Wybór Twórczości:
"dies irae. parę słów o M"
pamięci J. C. i Małej (latin)
masz w sobie coś z jaskrawych neonów meduz
popierdalających po wieczornym niebie. i z mieszkania
które samo się sprząta. twoje nogi to drzewa gdzie znalazłem
swojego preadamitę. trochę kurzu i twardych jabłek. ciepła
babiego lata. chcę być twoją zabawką w toi-toiu.
mała. szukać śmierci w rybich ruchach twoich. a i tak zdychać
naturalną gdy mówisz o tej która w Warszawie
zajmuje wszystkie pokoje. z jedną nogą w tramwaju drugą w metrze.
która jest jest jest. ona o n t o l o g i z u j ą c a
ceremonia.
"schizyka"
umarła a niebo na to patrzyło i się śmiało. po wszystkim
na pewnym wystylizowanym łóżku szpitalnym. ze szczelnie zamkniętym
prześcieradłem (takim koniecznie w brązowe kropki małe duże).
umarła a niebo na to patrzyło i się śmiało. w tym śmiechu było
coś z przypadku. życie (sperma) z przypadku.
matka (człowiek) z przypadku. Jacek Przypadek - z przypadku
tak właśnie wyglądał ksiądz który ją chował. i tyle.
i dwie małe muszki patrzyły na niego bo usiadły na wzgórku
za malowniczo położonym cmentarzem.
z pieśnią na ustach bzykały:
ojcze nasz który wzbudzasz atomy.
świeć się dupa twoja przyj nieoznaczoność twoja.
jako w niebie tak i na ziemi.
i w tej godzinie.
"elektron"
ludzie palą
w dymie pierwiastki
wielkie i ciężkie nieba
i ja niesparowany
elektron
"smak"
nic tak bezczelnie nie udaje kogoś innego jak ona. w dziurawym
autobusie ktoś wypada przez okno. kogoś ciągną przez okno
za szyję (w głowie mam pełno lirycznych
opisów tej sytuacji). a ona? ona ma w sobie jakiś smak
niesłodki i niegorzki. jest trochę stacjonarna i trochę platońska.
nie wiem: głowa z doliny neanderthal (teraz już raczej
czaszka) a rozchwiane włosy na tle gwiazdy.
i Nic tak bezczelnie nie udaje
czegoś pięknego.
"sylwester z Anną"
trzy
dzisiaj będę elegantiae arbiter
zimny denaturat ale świeży chlebek
(czerstwy żart wiem)
dwa
zrób mi przyjemność miła
załóż to cudo z lumpeksu
ja w spodniach poszukam
sztucznych ogni
jeden
masz to dla ciebie
krwawy tulipanek o cholera
chyba połknąłem śledzia
o
widzę dno
kogoś wyrzucają za drzwi
ten sam wchodzi
przez okno
anno
jaki był taki był
mam jeszcze butelczynę
płynu do chłodnic
chcesz?
data i miejsce urodzenia: 1991, Lublin