Rafał Wierzbicki
|
miejsce zamieszkania: Warszawa - Żoliborz W szeregach Erynie od stycznia 2010. Dotychczasowe publikacje: Erynie, Biuletyn Grupy „Bez-Dech”, Kwartalnik „Szafa”, Fabrica Librorum, Jest-Lirycznie, Poezja.org, Szkicownik, Czasopismo Kulturalne „Cernuus”, Nieszuflada, Portal Pisarski, Ogród Luizy, Piszemy.pl, e-poezja. Ma fajną torbę. Erynianie o twórczości Rafała: "Powiem tyle - ten wiersz to cały Rafał Bielański. Zagmatwana, idiosynkratyczna i egotyczna poezja. Trzeba się wgryzać. Bez gwarancji, że się dogryzie, bo jego idiolekt jest bardzo "idio". Ale - moim zdaniem - warto. " - Ferlinghetti |
Wybór Twórczości:
przypadek Dory
Wszystko, co żyło na stałe w jej głowie składało się
z kilku jedynie marzeń sennych. Drogi były przecierane
palcem na mrożonym szkle, nieuświadomiony ruch dłoni
ściskającej listy od rodziców – repliki tożsamości, przywołanie
dzieciństwa.
Z mężczyzną czy z kobietą, jako owad lub poczwarka.
Być każdym stworzeniem, które mogłoby wyrównać
wzburzony eter. Dlaczego na to wszystko pozwoliłaś Ingo.
Myśli nawlekałaś na palce, potem usuwałaś spod paznokci.
W kolejnych sesjach zapadałaś poniżej granicy snów.
Próba gwałtu i fragmenty pewnej histerii sprawiły zatrzymanie
pulsu i przesięk. Kobiecość, która miała być kłębkiem zwierzeń
i obrazem głębokiej pamięci stała się surowym artykułem
rozpiętej nad gabinetem czasoprzestrzeni.
Nikt nigdy wcześniej nie dotykał z bliska tak rozbudzonej,
jarzeniowej świadomości. Inga po prostu była chora,
miewała kaszel.
wodnisko
Pora burzowa. Okna zawieszone poza
bryłą domu. Zużyte opakowania po
dozownikach z programem słonecznym.
Kamienie nagłaśniają szumy.
Z pojemnika na odpady wyciągasz ostatnie
wodoodporne słowo, zawijasz w foliową
gazetę, w kopertę ze znakiem wodnym.
W Wiedniu hodują suche piętra.
Mamy kilka wiader, wahadełko,
akwalung do nurkowania w wannie,
niezatapialne banknoty odlane
z chińskich foremek. Nic, czego
można by żałować. Segmenty ścian
mrugają jak kolorofon.
Może gdy przemokną nam sny
zaczniemy wypowiadać je na głos,
szukać innych linii brzegowych,
nieregularnie połączonych w splot
wyobrażeń Hundertwassera.
last minute
tu jest mowa wyłącznie o pomyłce
był pokój z widokiem na siebie
lot nad Atlantykiem w dozowniku z kardamonem
Prowansja i wytrawny popiół wulkaniczny
pomimo pozornej wiedzy
ślepienie zakorkowane oczy
błąd przewodnika i fatalna topografia
mapy od dawna nie aktualne
a miały być krajobrazy plantacje
prawdopodobieństw
rozległe pola dojrzałych wyznań
słyszeliśmy tam niejedno wołanie o pomoc
urwane szorstkim komunikatem
we wszystkich językach ziemi
dla takich jak wy nie ma już miejsca
w ofercie jest tylko zbiorowe szaleństwo
prosektorium
pięści zapadają na rzadką chorobę
łagodnieje skowyt ciemiężonych dłoni
balsamicznie rzęzi zepsuty adapter
na lekarskim kitlu plamy z monotonii
ze stołu puszcza bańki zmartwychwstały golem
felczerzy piorą jego starą duszę
skalpel niewinnie pobłyskuje ostrzem
nocna zmiana warty pije z Morfeuszem
w tej osadzie chłodu oczy się nie kurzą
nikt nie tryska jadem i kolcem nie pluje
czasu przyszłego nie ma w poczekalni
stróż czyści parapet lampa medytuje
self-harm
w okolicy dołków pod oczami
kolorowe cienie markują złość
powieki zaszyte nicią chirurgiczną
poniżej wyschnięte koryta łez
a jednak soczewki płoną amarantem
oświetlają monochromatyczną twarz
na wysokości niebieskiego pawilonu
dziura w chodniku wrzeszczy w naszą stronę
chmury opluły rozpędzony krajobraz
stoimy nad garstką wspomnień
zapałki nie mają łepków i mokną
plastikowi żołnierze kąpią się w kałuży
to mieli być nasi obrońcy
miniaturki w odcieniach błotnych
deptane przez bezwzględny tłum
znów jak co dzień zamykasz mnie w sobie
zanim zatrzasnęłaś poduszkową furtkę
przybiłem ci do pleców kartkę z napisem
proszę ustąpić mi miejsca noszę w sobie potwora
sukkub
To mój pierwszy sezon. Odgrzewam bałtyckie sushi. Sequel był
nie do strawienia na ciepło. Oblizujesz przezroczyste ręce mówisz
- odstaw woka, wyłącz piekarnik, odpal powitalną rakietę w chłód korytarza.
Idę do ciebie rozebrana z wątpliwości, gotowa na alegorie i podsycanie,
palenie kadzideł z prawdziwego opium; otumanią ale zrobią więcej miejsca
na wyszukane słowa, szamańskie recytacje. Przychodzę z misją niepokoju.
Staję się słodkojadem - drzewem ukorzenionym w ciepłej glinie,
tylko dlaczego tak mało powietrza i parują spojówki. Lewa ręka
nie jest oświetlona; pozostajesz częściowo na planie
ciemnej materii. Nie próbuj dotyku, nie jesteś...
data i miejsce urodzenia: 1975, Warszawa